Aleksandra Waliszewska: jak najbardziej tajemnicza polska artystka osiągnęła światowy sukces

W wieku 10 lat Aleksandra Waliszewska wymieniła swój pierwszy album z rysunkami na paczkę słodyczy. Biorąc pod uwagę, jak bardzo artystka zyskała na popularności w ciągu kilku lat, trudno uznać tę transakcję za opłacalną. Jednak Waliszewska zyskała wtedy coś znacznie cenniejszego niż cukierki. Zrozumiała to, co większość twórców uświadamia sobie zbyt późno: prace muszą być komuś potrzebne, a forma zapłaty to tylko drugorzędny detal.

Miejsce słodyczy szybko zajęły poważne kontrakty. Dziś prace Waliszewskiej zdobią ściany Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie i pojawiają się na okładkach książek. Co ciekawe, artystka nigdy nie zabiegała o budowanie własnej marki czy tanią popularyzację swojej twórczości. Jak polskiej malarce, która konsekwentnie odmawia tłumaczenia sensu swoich dzieł, udało się podbić świat? O tym przeczytacie w naszym materiale na warsawski.eu.

Kontynuatorka artystycznej dynastii

Aleksandra Waliszewska urodziła się w 1976 roku w Warszawie, w domu przesiąkniętym sztuką. Jej prababcia, Kazimiera Dębska, pisała bajki dla dzieci, babcia Anna Dębska była wybitną rzeźbiarką, której ekspresyjne figury zwierząt stały się klasyką powojennego modernizmu, a mama Joanna – zawodową malarką.

Jednak, jak to bywa w artystycznych klanach, najbliżsi próbowali odwieść Aleksandrę od pójścia w ich ślady. Matka przekonywała, że córka i tak już potrafi świetnie rysować, więc to wystarczy, a ciotka namawiała na studia graficzne, argumentując, że z samego malarstwa trudno wyżyć.

Aleksandra wysłuchała rad, ale postawiła na swoim. Wybrała Wydział Malarstwa warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, który ukończyła w 2001 roku dyplomem z wyróżnieniem. Już dwa lata później została stypendystką Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Jej wczesne obrazy olejone były technicznie bezbłędne – utrzymane w duchu starych mistrzów włoskiego renesansu. Sprzedawały się znakomicie i szybko zapewniły jej niezależność finansową, w którą tak bardzo wątpiła jej rodzina. I właśnie wtedy, gdy sukces był na wyciągnięcie ręki, Waliszewska wykonała gwałtowny zwrot. Porzuciła olej na rzecz eksperymentu. Komercyjna stabilizacja i akademicki sznyt przestały jej wystarczać.

Foto: Jacek Łagowski

Od wielkich płócien do mrocznych miniatur

W pewnym momencie Aleksandra Waliszewska zrezygnowała z monumentalnych płócien. Ich miejsce zajęły niewielkie kartki papieru i gwasz. Wraz z techniką ewoluowała tematyka – klasyczny spokój ustąpił miejsca dziwnemu, niepokojącemu i absolutnie unikalnemu stylowi.

Artystka wykreowała własne uniwersum: pełne mrocznych lasów, w których nieustannie dzieje się coś niedopowiedzianego. Na jej obrazach pojawiają się blade kobiety o wydłużonych sylwetkach, uwięzione w makabrycznych lub groteskowych sytuacjach. Towarzyszy im prawdziwa menażeria osobliwości: hybrydy ludzi i zwierząt, koty palące fajki i inne fantastyczne istoty. Patrząc na prace warszawianki, mamy wrażenie, że trafiliśmy do bajki, ale zdecydowanie nie jest to lektura na dobranoc.

Aleksandra Waliszewska, bez tytułu, olej na płótnie, 50×73 cm. Foto: Jacek Łagowski

Mieszanka wybuchowa stylów

Styl Waliszewskiej to fascynujący koktajl różnych nurtów kulturowych. W jej twórczości znajdziemy echa:

  • kultury masowej – od horrorów i japońskich komiksów po estetykę okładek heavy-metalowych;
  • klasycznej szkoły malarstwa – widać tu inspiracje Hansem Memlingiem, Nicolą Poussinem i mistrzami wczesnego odrodzenia;
  • dawnej grafiki – natchnieniem dla serii jej rysunków stały się m.in. XVII-wieczne apokaliptyczne ryciny Jana Ziarnki.

Przełom nastąpił w 2006 roku po seansie japońskiego anime „Tamala 2010: A Punk Cat in Space”. To wtedy artystka ostatecznie zerwała ze „sztuką wysoką” na rzecz pełnej artystycznej wolności.

Prace warszawianki to bardzo intymne historie. Postacie kobiece maluje często, orientując się na własne ciało. Z kolei jej ukochany kot Mituś stał się prawdziwą gwiazdą płócien Aleksandry. Artystka regularnie wykorzystywała jego wizerunek w swoich pracach aż do 2021 roku, kiedy zwierzę odeszło.

Aleksandra Waliszewska, bez tytułu, 2015, papier, gwasz, 34,8 × 24,8 cm

Magia formatu

To, jak odbieramy sztukę Aleksandry, wynika bezpośrednio z formatu jej prac. Nie tworzy ona wielkich płócien, które podziwia się z dystansu. Jej rysunki są zazwyczaj małe, co stanowi swoistą pułapkę psychologiczną.

Drobne detale zmuszają widza do podejścia bardzo blisko. Nachylamy się nad kartką, naruszając intymną przestrzeń obrazu i nagle stajemy twarzą w twarz z upiornymi bohaterami. W tym momencie znika dystans – obserwator zostaje wciągnięty do mrocznego lasu. Właśnie w tej bliskości obrazy Waliszewskiej uderzają najmocniej. Nie szokują skalą, lecz zostawiają po sobie trwały, duszny i lekko niepokojący posmak.

Aleksandra Waliszewska „Ciemny las”, gwasz na papierze, 35 x 25 cm

Uznanie na świecie

Waliszewska nigdy nie goniła za sławą. Robiła po prostu to, co kocha, a uznanie przyszło naturalnie. W 2013 roku na prestiżowych targach ARCO w Madrycie otrzymała nagrodę AECA dla najlepszej artystki zagranicznej. Jej prace zaczęły gościć w galeriach całej Europy, stając się bazą dla licznych publikacji artystycznych.

Wielkim triumfem okazała się wystawa „Okrutne opowieści” w warszawskim MSN. Zaprezentowano tam ponad 130 prac, w tym niepokazywane wcześniej płótna olejne. Ekspozycja była wyjątkowa, ponieważ wpisała twórczość Waliszewskiej w szeroki kontekst historyczny, zestawiając ją z pracami jej matki oraz dziełami 80 innych artystów.

Mroczny styl artystki stał się magnesem dla innych twórców. Jej wizje zainspirowały powstanie filmu „The Capsule”, do którego sama napisała scenariusz. Jej animacje wzbogaciły głośne „Córki Dancingu” Agnieszki Smoczyńskiej. Pisarz Szczepan Twardoch, pod wrażeniem jej obrazów, napisał opowiadanie, które przerodziło się we wspólną animację pt. „Piwnica”.

Najbardziej wymownym dowodem uznania było jednak to, że Nick Cave, legendarny muzyk i pisarz, wybrał jedną z jej prac na okładkę swojej książki. To ten poziom artystyczny, na którym nie trzeba niczego tłumaczyć – język wizualny Waliszewskiej jest czytelny dla światowej elity intelektualnej bez zbędnych słów.

Sekrety sukcesu Aleksandry Waliszewskiej

Podczas gdy wielu artystów latami buduje strategie PR-owe, Waliszewska po prostu trzyma się własnego rytmu. Jej recepta na sukces jest rozbrajająco prosta: pięć godzin pracy każdego dnia, wyłącznie przy naturalnym świetle dziennym.

Nie czeka na natchnienie. Jeśli nie ma pomysłu, maluje autoportret. To jej sposób na dyscyplinę i pozostanie w kontakcie z własną wyobraźnią. Twórczość to dla niej nie tyle poszukiwanie muz, co rzetelna praca.

Polska artystka trzyma się twardej zasady niewyjaśniania swoich prac. Niezwykle rzadko kontaktuje się z mediami i pryncypialnie nie interpretuje treści swoich chimerycznych wizji. W jednym z nielicznych wywiadów Waliszewska stwierdziła:

„Staram się, żeby obrazy same się broniły. Moje gadanie może odebrać im siłę”.

W ten sposób malarka podsyca zainteresowanie swoją twórczością.

Aleksandra Waliszewska, bez tytułu, 2017, papier, gwasz, 24,7 × 34,7 cm

Aleksandra Waliszewska należy do rzadkiego grona twórców, którzy nie marnują czasu na marketing, lecz codziennie robią to, co kochają. Pewnego dnia po prostu okazało się, że świat, którego wcale nie próbowała podbić, już dawno o niej usłyszał.

Historia warszawskiego humorysty Stefana Wiecheckiego 

Był znanym polskim satyrykiem, publicystą, prozaikiem i dziennikarzem — pisze serwis warsawski.eu. Chodzi o warszawskiego działacza Stefana Wiecheckiego. W tym materiale omówimy bardziej szczegółowo...

Udział warszawiaków w Targach Sztuki w Wilnie

Od niepamiętnych czasów wybitni Polacy dzielili się ze światem swoją sztuką, która przejawiała się w różnych formach: tanecznej, malarskiej, aktorskiej, wokalnej i wielu innych....
..